Transkrypcja Odc.020 – Jak odkryć swoją filozofię życia? Kilka słów o mojej historii.

Odcinek w wersji do słuchania znajdziesz klikając tutaj.

Cześć, z tej strony Zosia, a Ty słuchasz podcastu filozofia życia. Jest to podcast do którego zapraszam inspirujące kobiety, które opowiadają o swojej drodze samorozwoju, samoakceptacji i spełnienia zawodowego.

Witam Was serdecznie i ciepło w kolejnym odcinku. Krótko wstawka do wstępu. Otóż ten odcinek początkuje nową serię pod tytułem ‚Przebudzenie’. Przez kilka kolejnych odcinków na filozofii życia ten wątek będzie przewijał się przez rozmowy z moimi gośćmi. Mam tu na myśli przebudzenie się na swoje potrzeby, na to co chcemy od życia, jak chcemy się w naszym życiu stawiać. Dopiero kiedy otworzymy się na to co w nas drzemie, wtedy możemy zacząć to rozwijać i pielęgnować.

Dzisiaj zapraszam Was do od słuchania mojej osobistej historii przebudzenia się na to kim jestem i co na dzień dzisiejszy jest moją filozofią życia. Wszelkie materiały artykuły do tego odcinka znajdziecie na http://www.filozofiazycia.com. Zapraszam Was też do dyskusji pod ostatnim postem na Instagramie i na Facebooku. Post zatytułowałam ‚Co w tobie drzemie?’ i bardzo ciekawią mnie Wasze odpowiedzi ,czy po odsłuchaniu tego odcinka stwierdzicie, że macie podobnie jak ja. Być może są inne sfery życia które dla Was w tej chwili są na wierzchu i które chcecie dalej eksplorować. Dzięki, że jesteście i zapraszam do słuchania!

Dzisiaj opowiem wam trochę więcej o sobie. W sumie nigdy wcześniej tego nie robiłam a co odcinek słuchajcie mojego głosu, słuchacie moich pytań. Nie zawsze mam miejsce i przestrzeń żeby powiedzieć coś dłużej od siebie ponieważ zależy mi, żebyście jak najwięcej usłyszeli właśnie od moich gości. W tym odcinku opowiadam o swojej filozofii życia, co to dla mnie jest. I co ja rozumiem przez te trzy filary samoakceptacji, samorozwoju oraz spełnienia biznesowego wokół których kręcą się wywiady z moimi wspaniałymi gościniami.

Zacznę od spełnienia biznesowego. Ten termin może brzmieć troszeczkę nieznajomo ponieważ normalnie mówi się ‚rozwój biznesowy’, ‚rozwój naszej kariery’ czy np. zbieranie potrzebnych kwalifikacji i doświadczeń, żeby cele biznesowe osiągnąć. Natomiast mi się ten termin nie podoba ponieważ w żaden sposób nie nie dotyka tego co my naprawdę chcemy robić. Zauważcie, możemy odhaczać te wszystkie kroki milowe robiąc świetlaną karierę. Ale ile osób jest na ważnych, dobrze płatnych stanowiskach i bardzo nie lubi tego co robi. Więc ja skreślam ten termin, wymyśliłam swój własny, bardziej zgodny ze mną. Chcę promować czym jest dla nas spełnienie biznesowe i jak je znaleźć.

Dla mnie bycie spełnioną w mojej karierze to jest robienie czegoś co naprawdę kocham. Nie uważam że powinno się pracować tylko i wyłącznie dla pieniędzy. W dwudziestym pierwszym wieku w uprzywilejowanym kraju którym jest Polska (a uwierzcie mi, że mimo, że zawsze można się porównywać do lepszych i bogatszych, w rankingu bogactwa i możliwości wszystkich krajów na świecie, Polska całkiem wysoko rokuje). W 21 wieku myślę, że każdy z nas może poczuć tę namiastkę szczęścia poprzez spełnienie zawodowe. Nie musi robić czegoś czego nie lubi. Takie jest moje przekonanie.

Łącznie w ciągu całego naszego życia spędzamy w pracy 99 117 godzin. To równowartość jedenastu lat i sześciu miesięcy. Słuchajcie, będziemy pracować 11 nieprzerwanych lat. Spędzimy te 11 lat robiąc coś co nie tylko bardzo kochamy ale również coś do czego mamy predyspozycje, coś co wnosi jakąś wartość do świata i najlepiej jeszcze coś za co inni są gotowi zapłacić. Swoją drogą coś takiego nazywa się Ikigai. To taka japońska koncepcja, żeby znaleźć właśnie satysfakcję w pracy którą się wykonuje. W diagramie Ikigai, połączenie tego w czym jesteśmy dobrzy z tym co kochamy to jest właśnie nasza pasja. Z kolei coś co kochamy a co świat potrzebuje to jest misja. A jeżeli mamy te wszystkie cztery sfery o których mówiłam, to jest właśnie Ikigai, złoty środek do którego ja osobiście dążę. Chcę robić coś za co mi dobrze płacą, w czym jestem dobra, co kocham i co świat potrzebuje.

To nie jest zawsze oczywiste. W szkole mamy 8 czy 10 przedmiotów i z tych musimy wybrać z których chcemy robić maturę. Dodatkowo jest presja otoczenia i rodziny, społeczne uwarunkowania które mówią nam, że bycie aktorką jest mniej prestiżowe i mniej płatne niż bycie panią doktor. To wszystko się nakłada i trudno się w tym odnaleźć.

Miałam taki moment w moim życiu kilka lat temu kiedy dostałam się do bardzo dobrej szkoły. Po kilku tygodniach bycia tam stwierdziłam że ja się tam duszę i że to nie jest moje. Rzuciłam szkołę, rzuciłam maturę. To było w Anglii bo ja mieszkam na stałe za granicą. Rzuciłam szkołę. To było trudne ale ja wiedziałam, że to nie jest moja droga. Jest gdzieś tam z tyłu taki głos który staje się tym bardziej niekomfortowy im bardziej go próbujemy zwalczyć. Życzę Wam szczerze, żebyście podążali za tym głosem, żebyście nie zwalczali wewnętrznej potrzeby robienia tego co jest dla Was ważne. Bo, jak przypominam, 11 tysięcy godzin to bardzo bardzo dużo.

Będzie dużo prób i błędów. Jeszcze kolejną moją historię już na inny odcinek (bo nigdy tego nie dokończę), to jest że w wieku 17 czy na początku 18 roku życia założyłam super – w moich oczach – biznes sprzedaży koszulek. Tylko to było tak niezgodne ze mną, że sama siebie wprowadziłem w maliny. Chciałam sprzedawać coś co nie zgadzało się z żadnymi moimi wartościami. To po prostu nie miało racji bytu. To się nie mogło udać. Ale ja wtedy nie wiedziałam tego i byłam trochę oślepiona tym gdzie chcę dojść i co mi to da. Byłam zaślepiona potenjalnymi pieniędzmi. Skończyło się jak skończyło, dużą stratą finansową ale i niezbędną dla mnie lekcją życiową. Jeżeli chcecie usłyszeć więcej o moich porażkach biznesowych to z wielką chęcią mogę nagrać o tym osobny odcinek ponieważ bardzo dużo mnie to nauczyło. Napiszcie do mnie w tej sprawie! Opowiem o inwestowaniu pieniędzy, o ludziach z jakimi chcemy tworzyć biznesy, o początkach biznesu, o moim doświadczeniu jak zacząć.

To wszystko wchodzi w filar spełnienia biznesowego. Jako, że praca jest tak dużą częścią naszego życia to warto naprawdę przysiąść tak jak się przysiada do znalezienia życiowego partnera. Oczywiście, jeżeli nas to interesuje, nie każdy chce, ale jeżeli jesteśmy monogamiczni i szukamy życiowego partnera, ileż to godzin zastanawiamy się nad tym czy to ten czy nie ten. Czy warto się wiązać. Tak jak podchodzimy do innych ważnych wyborów życiowych jak nasze relacje, tak samo podchodźmy do naszej kariery. I to bardzo ładnie przechodzi w kolejny filar filozofii życia czyli w relację jaką my mamy sami ze sobą czyli samoakceptację.

Samoakceptacja to jest dla mnie pokochanie siebie, zrozumienie siebie. Wsłuchanie się w siebie. Jest dla mnie również zaprzyjaźnieniem się ze sobą. To znaczy, że ja niekoniecznie będę lubić wszystkie moje części siebie. Bo na przykład ostatnio mam bardzo zniszczone włosy i w ogóle nie byłam u fryzjera i mam beznadziejne końcówki. I mogę w sobie tego na ten moment nie lubić. Albo takie rzeczywiście bardziej stałe rzeczy w stylu pieprzyk albo wzrost albo coś takiego permanentnego co na co nie mam wpływu, taka się urodziłam. Mogę nie lubić tębru mojego głosu. Mogę nad nim pracować ale jakoś diametralnie go nie zmienię. Ja tych rzeczy nie muszę w sobie lubić ale chciałabym je zaakceptować, zrozumieć. Zaprzyjaźnić się z nimi, powiedzieć im cześć, dziękuję, że jesteście. Dziękuję że tworzycie mnie całą, że ja jestem stworzona z tych wszystkich komponentów. Z tego, że czasami jestem niemiła i mam do siebie o to pretensje. Z tego, że nie wierzę czasem w swoje umiejętności czy możliwości, że robię coś na przekór sobie. I że nie jestem idealna. To jest dla mnie ta sama akceptacja, pokochanie wszystkich części siebie i zaakceptowanie, że one są tu bez względu na to co o nich myślę. Czy je w sobie lubię czy nie lubię.

Fajnym przemyśleniem Helen Bonham Carter (grała w Harrym Potterze postać Bellatrix), jest to, że samoakceptacja przychodzi z wiekiem. Są rzeczy których ona w sobie nie lubiła jako młoda dziewczyna i nagle polubiła będąc starsza. Zobaczyła ich wartość ale dopiero po czasie. Więc nie ma co się na siłę zmuszać do lubienia siebie całej. Ja się tego uczę. Zależy mi na tym, żeby zapraszając kobiety które już przeszły jakąś drogę poprzez rozmowę z nimi, żeby zainspirować siebie i Was do takiej łagodności w stosunku do siebie.

Chętnie podam Wam kilka praktycznych rzeczy które mi pomagają na dzień dzisiejszy w zaprzyjaźnieniu się ze sobą. Jest to na pewno bez dwóch zdań praktyka jogi z którą mam ostatnio taki love hate relationship. Ale jakby dodać wszystkie plusy i minusy to plusy są pod sam sufit. Mimo wszystko polecam. Jest to dla mnie połączenie z ciałem. Już to mówiłam w którymś z odcinków że ja bardzo długo bałam się położyć sobie rękę na brzuchu, bałam się tego kontaktu. Bałam się poczuć jaki jest duży. Dla mnie brzuch i okolice brzucha są dla mnie obszarem dużych kompleksów. Takie małe kroki w stylu położenie ręki na brzuchu to jest dla mnie bardzo dużo. Praktyka jogi jest praktyką połączenia się z moim ciałem.

Kolejnym narzędzie do samoakceptacji które mi pomaga to terapia. Terapia to jest połączenie się z moimi emocjami, z tym co czuję. Powiedzenie ich na głos danie komuś innemu, pozwolić posłuchać komuś tego co ja naprawdę o sobie myślę. Bo często ja tak, że się zamykam na to i nie chcę o sobie mówić. Gdzieś tam tłumię to jak się czuję. Więc danie sobie pozwolenia na to, żeby ktoś bliski lub obcy usłyszał nasze myśli, usłyszał nasze potrzeby, usłyszał jak nam źle czy dobrze czy gdzieś pomiędzy jest ważne. To jest dla mnie akt samomiłości.

Również aktem samomiłości jest dla mnie popełnianie błędów. Bycie zmienną i nie ocenianie się za to. Nad tym bardzo pracuję, żeby nie oceniać się za to, że jednego dnia jest tak a drugiego dnia jest inaczej. Jednego dnia mogę ćwiczyć i to jest spełnienie marzeń. I naprawdę ja autentycznie jestem w moim żywiole (a ćwiczę siłowo i kalistenikę). Sprawia mi to dużą przyjemność. No ale właśnie. W te dni kiedy mi sprawia przyjemność to mi sprawia przyjemność. A są inne dni kiedy zmuszam się do robienia tego. To jest temat kompulsji ćwiczeń o którym nagrałam odcinek z Sylwią Maksym.

Mogę o tym mówić i mówić. Jeżeli macie podobne historie to łączę się z Wami ponieważ u nas w społeczeństwie jest kultura bycia super fit i raczej nigdy nie dostaniemy negatywnego komentarza za to że byliśmy dzisiaj pobiegać. To jest zawsze powód do dumy. To jest coś za co dostaniemy pewnie komplement. Ktoś powie: Wow, skąd Ty bierzesz motywację. Chcę też tak jak Ty. Ćwiczenia i ten fit lifestyle łatwo wpędza w pułapkę.

To sfera życia która musi być idealna i która jest łatwo zauważona przez innych, jak i przez nas samych jako permanentnie pozytywna. Woła, krzyczy swoją pozytywnością. Z mojego doświadczenia nie zawsze tak jest. Są dni kiedy nie chcę tego robić. A właśnie czuję, że powinnam i samokceptacja w tym kontekście to jest zaopakowanie się sobą tych różnych stanach. Wiem, że chcę ćwiczyć tak życiowo, chcę być aktywna. Chcę ćwiczyć, chcę tańczyć. Dajcie znać czy ktoś z Was też tańczy kizombę :). Robię dużo rzeczy które naprawdę 80 proc. czasu bardzo lubię robić. Ale jest moim zdaniem również ta druga strona medalu o której rzadko się mówi ponieważ wszyscy celebrujemy to 80 procent.

Finalnie, samorozwój. To jest dobra matka chrzestna samoakceptacji i spełnienia biznesowego. To jest taka siła która ciągnie nas wewnątrz siebie ale również do przodu. Czasem do tyłu, ale raczej daje nam moc do działania.

Samorozwój kryje się pod wieloma nazwami. Może do Was bardziej trafia taki termin jak rozwój duchowy lub rozwój wewnętrzny, wsłuchanie się w siebie, w swoją intuicję. Każda gościni z którą prowadzę wywiad mówi na to troszeczkę inaczej. Dla mnie samorozwój to jest zaufanie sobie, że idę we właściwym kierunku. I ja sobie tutaj spisałam dużo dużo rzeczy a propos samorozwoju. Czym to dla mnie jest.

Po pierwsze o czym już kiedyś wspominałam, to jest proszenie o pomoc. To jest zdanie sobie sprawy, że na tej drodze, niektórzy mówią bycia lepszymi wersjami siebie, osiągnięcia tego waszego Mount Everesta, dojścia do waszych marzeń i celów, nie jest tak, że tylko jedna osoba tam może dojść. Każdy ma swoją drogę i prosząc o pomoc albo udzielając pomocy komuś innemu, my nie tracimy. My wszyscy wzrastamy i wszyscy wygrywają.

Samorozwój mimo, że zawiera słowo ‚samo’ czyli ‚ja’, ‚mój rozwój’, myślę, że najlepiej działa kiedy to jest proces kolaboratywny. Kiedy otaczamy się ludźmi którzy chcą nam pomóc, którzy nas wspierają, którzy nas motywują do działania. Jestem pewna że wiele z Was ma różnych coachów, trenerów, mentorów. Tacy ludzie to nawet nasze mamy, babcie, koleżanki i osoby które kiedy zadzwonimy do nich i powiemy, mam gorszy dzień to powiedzą, rozumiem. Ja też tak mam, jak mogę Ci pomóc?

Otoczenie się tą wspierającą energią jest moim zdaniem bardzo ważne w samorozwoju. Nikt niczego nie osiągnął sam. Jeżeli popatrzymy na wielkich przywódców to oni są na tych pozycjach na których są dzięki osobom które w nich uwierzyły. Nawet takie zawody które myślimy: przecież pisarz to po prostu siedzi zamknięty w swoim pokoju i pisze książkę. To jest jego talent i jego praca. Rzeczywiście, słowa są jego. Natomiast kiedy pisarz czy pisarka stworzą swoje arcydzieło to proces edycji, redagowania, tworzenia okładki tego wszystkiego jest zespołowy. Każdy pisarz potrzebuje również odbiorców, czytelników i nigdy nie jesteśmy jako jednostka sami jak palec. O tym mówiła Karolina Plichta w odcinku o relacjach systemowych ze swojej perspektywy jako psychoterapeutka.

Myślę, że na ten moment nad czym ja się skupiam i do czego dążę to zaufanie sobie i swoim dobrym intencjom. To, że tak naprawdę to gdzie zmierzam to jest dobry kierunek i każde moje działanie mnie tam zaprowadzi. Nawet jeżeli ja tego nie wiem na dany moment, jeżeli to mi się wydaje bez sensu albo wręcz regresyjne w moim rozwoju. Kiedy ufamy sobie i swoim dobrym intencjom myślę że to się też rozprzestrzenia na innych i wtedy możemy życzyć innym dobrze i również wierzyć, że te inne osoby mają dobre intencje względem nas. Dzięki temu właśnie możemy prosić o pomoc. Mamy zaufanie, że te osoby nam dobrze życzą.

Staram się słuchać mojej intuicji w wyborach jakie podejmuję i na ten moment to co mi pomaga to bycie otwartą i wręcz chłonięcie wszelkich inicjatyw. W tej chwili mamy tego tak dużo że trzeba być selektywną, żeby nie mówić tak tak tak tak na wszystko. Właśnie jak otworzymy się na ten proces i nagle zaczną do nas przychodzić różne szanse i doświadczenia, webinary, szkolenia, książki, kursy, itd.

Wiadomo nie można przeczytać wszystkich książek na świecie czy odsłuchać wszystkich treści ciekawych twórców. Przychodzi taki moment kiedy trzeba zacząć być selektywny,. I to jest super moment bo to jest etap kiedy trzeba stworzyć hierarchię moich potrzeb.

Na czym mi zależy?

Co mi wniesie najbardziej do mojego życia?

Czego potrzebuję na ten moment?

Może wyszedł właśnie jakiś super webinar o miłości i o relacjach. Ale my jesteśmy teraz super super zaangażowani w nasz rozwój biznesowy i ten webinar może zaczekać jeszcze miesiąc. Może nie może, kwestia zastanowienia się właśnie nad priorytetami.

Ja tak mam na przykład z książkami. Wiecie są takie pozycje literackie które wołają do mnie że one by bardzo chciały zostać przeze mnie przeczytane. Ale jeżeli ja ich nie czytam to znaczy, że jest ku temu jakiś powód i ufam tej intuicji. Cały czas wracam do zaufania i cieszę się że wracam do tego i mam nadzieję że to wybrzmiewa w tym odcinku, że zaufanie do samej siebie to jestfundamentalna wartość. To jest coś na czym mi osobiście jako młodej kobiecie bardzo zależy.

Ostatnio dzięki tej selekcji stanąłem przed wyborem. Miałam kilka różnych kursów do wybrania i zastanawiałam się co ja tak naprawdę chcę zrobić. Miałam poczucie takiego przeciążenia, że kurcze ja bym chciała to wszystko robić a nie wiem po co i dlaczego.

I wtedy zatrzymałem się na chwilę, przespałam się z tym. Następnego dnia wiedziałam co wybrać. Dominika Juszczyk tworzy taką jaką fajną platformę, społeczność która się nazywa intencjonalnie.pl. Ta strona mnie wzywa i mimo, że czułam że to jest kolejna rzecz w którą się angażuje to odkąd moja mama mi opowiedziała o tym, że się zapisała to ja jej bardzo zazdrościłam. Zazdrościłam, że ona jest na tej platformie i może się wypowiadać i czerpać i korzystać i poznawać fajnych ludzi. A ja nie mogę. Na marginesie, jeżeli macie ochotę to sobie sprawdźcie. Dominik Juszczyk jest kimś kto pracuje nad talentem Gallupa i nad produktywnością. Bardzo fajny człowiek w dużym skrócie. Polecam Wam zajrzeć na stronę.

W każdym razie poczułam, że to jest coś co ja chcę robić. Minął dzień i cały czas moje myśli wracały do tego. Kiedy następnego dnia zadzwoniła do mnie moja mama, zaczęła mnie przekonywać, że to jest fajne i to nie jest jakaś duża inwestycja w skali roku, coś tam, coś tam. A ja generalnie nie słucham bo ja już wiedziałam zanim ona wytoczyła pierwszy argument, że to jest coś co ja chcę. I moja mama tak mówi, mówi, mówi a ja mówię, Mamo, ja już się na to zapisałam. Dziękuję Ci bardzo.

Więc samorozwój to jest dla mnie robienie rzeczy w zgodzie ze sobą. Nie zapisywanie się na miliard kursów ale również nie nic nie robienie. To są dwa ekstrema w sferze samorozwoju. Jest to dla mnie zaufanie, że jednego dnia ja nie mam ochoty nic robić i w ogóle nie chcę otwierać żadnej książki która jest non fiction, żadnej książki naukowej bo ja nie mam siły na rzeczy naukowe. Już nie włączając w to moich studiów dziennych. Więc są dni kiedy ja nie chcę na dokładkę żadnych dodatkowych materiałów rozwojowych. Nic mnie to nie obchodzi.

Są dwa ekstrema samorozwoju. Leżę i nic nie robię i staram się ufać sobie w tym że ja leżę i nic nie robię i że to jest mój dzień nic nie robienia. Na marginesie nie umiem odpoczywać i to jest dla mnie bardzo trudne. Z kolei drugie ekstremum to jest właśnie jak wchodzę do Empiku i po prostu chcę kupić wszystkie książki, Ja chcę je przeczytać teraz, natychmiast. Tak samo z filmami, bo ja lubię kolekcjonować wiedzę. To jest to drugie ekstremum.

Myślę, że ludzie są raczej pomiędzy. Zaufanie sobie (będę to powtarzać w kółko i w kółko), zaufanie sobie w tym, że jednego dnia mamy spadek energii, drugiego dnia jesteśmy gotowe i uważamy, że za mało się dzieje. Takie stawienie się w tym dniu taką jaką się jest. Stawienie się w tej praktyce życia. Co za piękne zakończenie. Filozofia życia to dla mnie praktyka życia. Praktykowanie bycia sobą każdego dnia.

Dziękuję Wam, że dotarliście do końc.a tak jak mówiłam samorozwój, samaakceptacja i spełnienie biznesowe to są trzy tematy wokół których zrzeszam naszą społeczność na Instagramie i na Facebooku.

Zanim zapomnę, dla każdej osoby która się zapisze na mój newsletter będzie do pobrania najpiękniejsze podsumowanie miesiąca jakie Wasze oczy widziały. To jest materiał który ja stworzyła zupełnie sama, dlatego, że ja sama podsumowuję mój miesiąc. To mi właśnie pomaga w tych trzech sferach. Pomaga mi zobaczyć co zrobiłam i gdzie chcę iść w kolejnym miesiącu. Czy ta droga którą podąża jest zgodna ze mną. Dużo fajnych pytań tam zawarłam i to jest już kolejny miesiąc kiedy to udostępniam. Z każdym miesiącem ulepszam, redaguje. No więc odsyłam do zapisu na newsletter. To jest zupełnie darmowy materiał. Ja swoje podsumowanie na pewno wypełniam raczej na początku miesiąca kiedy już wszystkie sprawy z poprzedniego są domknięte.

Dziękuję Wam serdecznie, że jesteście, że się angażujecie, że wystawiacie recenzje, piszecie do mnie, wspieracie mnie. Jak słyszeliście w tym odcinku, nie zawsze jest pięknie i kolorowo, czasem jest pod górkę. Czasem sama siebie nie rozumiem i ta filozofia życia kreuje się codziennie i wzrasta i jest coraz piękniejsza dzięki Wam, słuchaczom, którzy mnie inspirują do dalszych działań.

Życzę Wam pięknego dnia i do usłyszenia w kolejnym odcinku!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: