W Keene w New Hampshire doszło do zaskakującego incydentu, gdy funkcjonariusz Jason Short odpowiedział na pilne wezwanie 911 dotyczące dziecka pozostawionego w gorącym samochodzie na parkingu Walmartu. Obawiając się o bezpieczeństwo niemowlęcia w niezwykle upalny dzień, Short ruszył natychmiast na miejsce. Na miejscu zobaczył, co wyglądało jak martwe dziecko owinięte w koc, z małymi stópkami wystającymi przez okno samochodu.
Działając błyskawicznie, funkcjonariusz rozbił szybę pałką i wyjął dziecko, rozpoczynając resuscytację krążeniowo-oddechową, gdy wokół zebrał się tłum. Jednak w miarę bliższego przyjrzenia się sytuacji poczuł niepokój. Szybko odkrył, że „niemowlę” nie żyje – była to niezwykle realistyczna lalka typu „reborn”, stworzona tak, by wyglądać jak prawdziwe dziecko.
Właścicielka lalki, Carolynne Seiffer, wróciła na miejsce i zastała rozbitą szybę oraz zgromadzony tłum. Wyjaśniła, że lalka, o imieniu Ainsley, jest jedną z 40, które posiada, a każda pomaga jej radzić sobie ze stratą syna. Seiffer podkreśliła: „Nie da się wiedzieć, jak ludzie radzą sobie ze swoimi stratami w życiu”, ukazując emocjonalną rolę, jaką odgrywają takie realistyczne lalki dla rodziców w żałobie.
Choć początkowo zakłopotany, funkcjonariusz Short nie żałował swoich działań. W rozmowie z lokalnymi mediami stwierdził, że „zawsze założyłby, że to dziecko” i „nigdy nie zrobiłby inaczej”. Jego szybka reakcja pokazała oddanie ochronie dzieci, a on sam odetchnął z ulgą, że nie było to prawdziwe niemowlę.
Choć niektórzy mogą znaleźć w tej historii element humorystyczny, podkreśla ona poważny przekaz o niebezpieczeństwach pozostawiania dzieci w gorących samochodach. Dodatkowo pokazuje terapeutyczne znaczenie lalek typu reborn dla rodziców w żałobie. Instynktowne działania funkcjonariusza Short przypominają o znaczeniu natychmiastowej interwencji, gdy bezpieczeństwo dziecka jest zagrożone, nawet jeśli sytuacja okaże się fałszywym alarmem.