Urodzony w Hell’s Kitchen w 1946 roku, Sylvester Stallone od samego początku walczył o swoje miejsce na świecie. Urazu przy porodzie spowodował częściowy paraliż twarzy, co dało mu charakterystyczną, zaciętą, lekko skrzywioną mimikę i bełkotliwą mowę, które później stały się jego znakiem rozpoznawczym. Ale zanim nadeszła sława, były zmagania — niezliczone przesłuchania, jedno odrzucenie za drugim i lata dorywczych prac, tylko po to, by przeżyć. Aż pewnej desperackiej nocy wziął długopis i wylał swoją duszę na papier, tworząc scenariusz zatytułowany „Rocky”.


Napisał go w cztery dni. Studia oferowały mu fortunę — pod warunkiem, że nie zagra w filmie. Stallone odmówił. Za bardzo wierzył w tę historię. Za bardzo wierzył w siebie. A gdy „Rocky” trafiło do kin w 1976 roku, stało się prawdziwym filmowym cudem — opowieścią o nadziei, determinacji i sercu, która zdobyła Oscara za Najlepszy Film. W tym momencie „underdog” z Hell’s Kitchen stał się bohaterem Hollywood.

Od „Rambo” po „The Expendables” Stallone zbudował legendę na wytrwałości. Nie grał tylko wojowników — on sam był wojownikiem. Ale za akcją i sławą kryje się człowiek, którego niewielu zna: oddany mąż, dumny ojciec, wieczny rodzinny człowiek.

Razem z żoną, Jennifer Flavin, Stallone stworzył życie pełne miłości i śmiechu. Wychowali razem trzy promienne córki — Sophię, Sistine i Scarlet — każda niosąca w sobie kawałek siły i serca ojca. Sophia, najstarsza, pokonała w dzieciństwie problemy sercowe i stała się wyjątkową, empatyczną kobietą — „miłością życia swojego taty”. Sistine, modelka i aktorka, odzwierciedla determinację i magnetyczny urok ojca. Scarlet, najmłodsza, wnosi do domu Stallone’ów humor i światło — iskierkę całkowicie własną.

W 2017 roku wszystkie trzy pojawiły się razem na scenie jako Ambasadorki Miss Golden Globe, stojąc dumnie obok ojca — człowieka, który nauczył je walczyć o swoje marzenia, tak jak kiedyś walczył on sam.