— Mamo, on przyjechał. Chce cię zobaczyć.
Klara zamarła, trzymając filiżankę w połowie drogi do ust. Serce zadrżało — najpierw cicho, potem gwałtownie, jakby chciało przypomnieć, że wciąż bije.
Pięć lat. Całe pięć lat od momentu, gdy Thomas odszedł, nawet się nie oglądając. Pięć lat ciszy, spalonych stron, fragmentów wspomnień. A teraz — powrót?
— Co?.. — wyszeptała.
Poranny wiatr poruszał zasłony w jej niewielkiej kuchni. Każdego ranka parzyła sobie herbatę — czarną, liściastą, z lekką nutą cytrusów. Kiedyś to był ich wspólny rytuał, teraz — tylko jej.
— Mamo, słuchasz? — głos Sofii w telefonie brzmiał zbyt radośnie, jak na takie wieści.
Klara spojrzała na zegarek — ósma rano. Mieszkanie, w którym mieszkała sama przez ostatnie lata, nagle wydało się zbyt ciche. Trzydzieści lat nauczania, dwa lata na emeryturze — i nagle wiadomość, która wywróciła poranny rytm.
— Słyszę, kochanie — w końcu odpowiedziała. — Więc… twój ojciec wrócił?
— To on do mnie zadzwonił. Powiedział, że chce z tobą porozmawiać.
Klara poczuła, jak w jej piersi wstępuje dawno znany chłód — ten, który zagnieździł się tam po jego odejściu.
Wtedy powiedział po prostu:
„Klara, przepraszam. Spotkałem inną. Odchodzę.”
I zamknął drzwi za sobą tak zwyczajnie, jakby wychodził do pracy.
Dwadzieścia sześć lat małżeństwa — i koniec zmieścił się w jednej minucie.
Potem dowiedziała się, że nowa ukochana była jego byłą studentką, Emmą. O dwadzieścia lat młodszą. Ambitną, błyskotliwą, dynamiczną. Wyjechali za granicę, do jej pracy. Sofii prawie rok nie rozmawiała z ojcem. Potem, oczywiście, wybaczyła — Klara rozumiała. Na córkę nigdy nie była zła.
— Nie chcę się spotykać — powiedziała cicho, niemal upierając się.

— Mamo… on mówił, że to ważne.
— Ważne? — gorzko się uśmiechnęła. — Dziwne, że przypomniało mu się o czymś ważnym po pół dekady.
Po chwili Sofia dodała:
— On i Emma dawno się rozstali. Wrócił tego lata.
Klara zamknęła oczy. Nie ból — zmęczenie. Głębokie, ciągnące się.
— Niech zadzwoni — w końcu powiedziała.
Thomas zadzwonił następnego ranka. Jego głos był inny — cichszy, jakby stracił dawną pewność siebie.
— Klara… mogę się z tobą spotkać?
— Po co, Tom?
— Po prostu chcę porozmawiać.
Zgodziła się, umawiając spotkanie w niewielkim parku. Do domu by go nie wpuściła — to miejsce stało się wyłącznie jej.
Park tonął w ciepłym, złotym blasku późnego lata. Klara siedziała na ławce przy stawie, obserwując kaczki, które karmiła co niedzielę.
— Prawie się nie zmieniłaś — usłyszała znajomy głos.
Odwróciła się. Thomas stał kilka kroków dalej — postarzały, z siwizną, w jasnym płaszczu. Wyglądał, jakby lata szczególnie ciężko po nim przeszły.
— Cześć, Tom — powiedziała z zadziwiającym spokojem.
Usiadł obok, zostawiając przestrzeń między nimi — niemal symbolicznie.
Milczeli długo.
— Popełniłem potworny błąd, Klara — powiedział cicho. — Największy w swoim życiu.
Wielokrotnie wyobrażała sobie tę scenę, wymyślała gorzkie słowa, a teraz… była tylko pustka.
— Wszyscy popełniają błędy — odpowiedziała. — A życie toczy się dalej.
— Moje — nie. Nie bez ciebie.
Odwróciła się. Nie musiała go żałować.
— Za późno, Tom.
— Rozumiem. Nic nie proszę… Po prostu… mogę czasem tu przychodzić? Karmić kaczki razem.
Klara uniosła brwi.
— Kaczkom tylko biały chleb — powiedziała. — Czarny szkodzi.

— Zapamiętam — szepnął.
Tak zaczęły się ich niedzielne spotkania. Trzy miesiące rozmów o córce, o pogodzie, o książkach. Nigdy — o przeszłości. Przeszłość stała między nimi jak mur.
Pewnego chłodnego listopadowego dnia nagle zaczął padać deszcz. Thomas nalegał, by odprowadzić ją do domu.
— Może… wejdź? — niespodziewanie powiedziała Klara. — Napijemy się herbaty.
Wszedł, jakby bał się spłoszyć czymś ważnym.
Wyjęła dwie filiżanki — swoją i jego starą. Zaparzyła dawny, znajomy napar.
— Nadal ją pijesz — ledwie słyszalnie powiedział Thomas.
— Są rzeczy, których nie da się wyrzucić — uśmiechnęła się.
Gdy herbata stygnęła, powiedział:
— Myślałem o tobie każdego dnia.
— Więc dlaczego odszedłeś?
Westchnął ciężko:
— Chciałem zacząć nowe życie… ale zrozumiałem, że nowego życia nie ma. Jest tylko to, w którym byłaś ty.
Klara spojrzała na swoje drobne, nauczycielskie dłonie.
— Miałam depresję po twoim odejściu — powiedziała. — Przeszłam wszystkie etapy żałoby. I w końcu — puściłam to.
W oczach Thomasa zabłysły łzy.
— Klara… a teraz? Co czujesz?
— Czasem — że kocham. Czasem — że po prostu się przyzwyczaiłam. Nie wiem, Tom.
Wyciągnął rękę — nie dotykając, zostawiając wybór jej.
Klara długo patrzyła na jego dłoń.
— Jeden dzień — powiedziała. — Spędźmy jeden dzień razem. A potem zdecydujemy.
Spędzili ten dzień jak turyści w swoim własnym mieście: galeria, mała kawiarnia, gdzie świętowali rocznicę, spacer po starych ulicach.
Pod wieczór stali na moście. Rzeka odbijała światła, a wszystko wydawało się takie samo, jak kiedyś.
— Pamiętasz nasz pierwszy wieczór tutaj? — powiedział. — Miałaś ciemno-bordową sukienkę…
Uśmiechnęła się:
— Czekałam, że mnie pocałujesz.
— Bałem się — przyznał. — Wydawałaś się niedostępna.
Zaschmiali się — dwaj dorośli, siwi ludzie, którzy nagle przypomnieli sobie, że kiedyś potrafili być młodzi.
Thomas delikatnie wziął ją za rękę. Nie odciągnęła jej.
— Nie proszę o wiele, Klara. Tylko szansę być obok. Dzień po dniu. Bez wielkich słów.
Patrzyła na nurt wody, na światła, na lata, które przeżyła bez niego.
— Zobaczymy — powiedziała. — Nic nie obiecuję. Ale spróbujemy.
Gdzieś w oddali, nagle, rozległ się grzmot — niespodziewanie jak na późną jesień.
— Chodźmy do domu — powiedział cicho. — Zawsze bałaś się burzy.
Klara cicho skinęła głową. Pamiętał. Wszystko pamiętał.
— Chodźmy — powtórzyła. I słowo „dom” nagle znowu stało się ciepłe.
Czasem życie oddaje to, co uważaliśmy za stracone na zawsze.
Nie dlatego, że musi — ale dlatego, że czas zatacza koło.
A wy byście mogli? Przyjąć. Wybaczyć. Zacząć od nowa?
Czy takie rany nie powinny już nigdy boleć?