Narrator, chirurg serca, spotkał Owena po raz pierwszy, gdy chłopiec miał sześć lat – był to mały, uprzejmy chłopiec z poważną wrodzoną wadą serca. Po udanej, ratującej życie operacji lekarz był zdruzgotany, gdy odkrył, że rodzice Owena zniknęli, podpisali dokumenty wypisu i pozostawili go w szpitalu. Ta zimna świadomość porzucenia – czy to z lęku, długów, czy dlatego, że byli „zepsutymi ludźmi” – była szokująca. Tego samego wieczoru lekarz opowiedział o wszystkim swojej żonie, Norze. Nora dostrzegła desperacką sytuację Owena i własne, wieloletnie nieudane próby zajścia w ciążę, i zasugerowała, by go odwiedzili. Nie postrzegała porzucenia jako tragedii, lecz jako inną drogę do rodziny, o jakiej zawsze marzyli, mówiąc: „Być może tak miało być.”
Ich wizyty szybko doprowadziły do brutalnego, ale niezbędnego procesu adopcyjnego. Pierwsze tygodnie były trudne; Owen spał skulony na podłodze obok łóżka i nazywał ich „Doktor” i „Pani”, przestraszony intymnością, która mogłaby prowadzić do ponownego porzucenia. Przełom nastąpił stopniowo: najpierw, gdy podczas gorączki powiedział do Nory „Mamo” i ona zapewniła go, że nigdy nie musi przepraszać za kochanie kogokolwiek; później, gdy po upadku z roweru krzyknął „Tato”, a całe jego ciało rozluźniło się z ulgą, gdy narrator po prostu ukląkł obok niego. Wychowywali Owena z niezachwianą cierpliwością i konsekwencją, przekazując chłopcu, który wyrósł na rozważnego, zdeterminowanego młodego mężczyznę, decydującego się na medycynę i specjalizującego się w chirurgii dziecięcej w ich własnym szpitalu, głębokie poczucie własnej wartości.

Dwadzieścia pięć lat później Owen był już kolegą lekarza i pracował u boku swojego ojca adopcyjnego. Ich życie zawodowe zostało wstrząśnięte, gdy narrator otrzymał pilny telefon: Nora trafiła na oddział ratunkowy po wypadku samochodowym. Pospieszyli na jej stronę i zastali ją przytomną, ale z siniakami. Pielęgniarka poinformowała ich, że kobieta, która wyglądała znajomo i mieszkała na ulicy, wyciągnęła Norę z samochodu i uratowała jej życie. Gdy Owen stał przy łóżku Nory, oczy kobiety spoczęły na bliznie po operacji na jego szyi.
Kobieta zaniemówiła i wyszeptała jego imię: „OWEN?!” Kolor zniknął z twarzy Owena. Kobieta natychmiast przyznała, że jest jego biologiczną matką, która porzuciła go 25 lat temu, wyjaśniając, że ojciec uciekł z powodu ogromnych długów lekarskich, a ona zostawiła Owena, wierząc, że ktoś z większymi zasobami da mu życie, którego nie mogła zapewnić. Owen stał drżący, zmagając się z traumą przeszłości i rzeczywistością teraźniejszości. Ze łzami w oczach docenił jej poświęcenie, które kiedyś go uratowało, ale stanowczo stwierdził: „Nie potrzebuję matki… mam ją.” Jednak, uznając fakt, że właśnie uratowała życie Nory, powoli wyciągnął ręce do skomplikowanego, bolesnego uścisku.

Kobieta, przedstawiona jako Susan, przyznała, że myślała o Owenie każdego dnia i że mieszka w swoim samochodzie, zatrzymując się przy miejscu wypadku tylko dlatego, że nie mogła uciec po raz drugi. Nora, choć poobijana, wciąż najtwardsza, nalegała, aby pomóc Susan znaleźć stabilne miejsce do życia i opiekę medyczną, uosabiając wiarę, że nie pozwolą, by przeszłość zadecydowała o ich przyszłości. Tego Święta Dziękczynienia przygotowali dodatkowe miejsce dla Susan. Owen cicho położył swojego starego pluszowego dinozaura przed jej talerz. Gdy Nora wzniosła toast za „drugie szanse”, Owen dodał: „I za ludzi, którzy decydują się zostać,” podkreślając moc przebaczenia i łaski. Chirurg zdał sobie sprawę, że nie tylko Owenowi uratowali serce – raz skalpelem, a raz miłością – ale że Owen uratował ich wszystkich w najbardziej nieoczekiwany sposób, przywracając jego biologiczną matkę do ich życia w akcie niemal niemożliwego karmy.