Kiedy ciężkie metalowe drzwi więzienia zatrzasnęły się za byłym głównym lekarzem, nie zaczynała się tylko wolność – zaczynało się życie pełne niepewności. Lata więzienia ukradły mu młodość, ale zręczność jego chirurgicznych rąk pozostała nienaruszona. Pewnego zimnego, mokrego dnia, idąc poboczem drogi, zobaczył samochód, który przełamał barierki i wpadł do rzeki. Nie zastanawiając się ani chwili, wskoczył do lodowatej wody i zdołał wyciągnąć na brzeg ciężarną kobietę, która desperacko walczyła w tonącym aucie.

Gdy dotarli na brzeg, kobieta zaczęła rodzić. Były lekarz działał z pełnym profesjonalizmem; ani lata więzienia, ani mroźny chłód nie stanowiły przeszkody. Pośrodku drogi, w błocie i śniegu, na świat przyszedło zdrowe dziecko. Gdy przyjechała karetka i zabrała kobietę, wdzięczna matka krzyknęła adres: „Jeśli nie masz dokąd pójść, idź tam! Klucz jest pod cegłą przy werandzie.”
Po wielu godzinach marszu były lekarz dotarł na wskazany adres i oniemiał na widok tego, co zobaczył. Nie było tu opuszczonej chaty – stała przed nim wspaniała rezydencja, jakby czas się zatrzymał. Odnalazł klucz pod wskazaną cegłą i wszedł do środka – dom był idealnie czysty, wszystkie przedmioty nowe i gotowe do użycia. Wszystko było na swoim miejscu, jakby ktoś od lat czekał na jego przybycie.

Pięć dni później pod dom podjechał samochód. To była kobieta, której uratował życie. Weszła z dzieckiem na rękach i powiedziała: „To był dom mojej rodziny. Od czasu, gdy ich straciłam, nie mogłam tu wejść – dom był gotowy, ale pusty.” W milczeniu słuchał, gdy kobieta położyła na stole dokumenty i prawdziwe klucze. „Gdyby nie ty, ani ja, ani mój syn byśmy nie przeżyli. Ten dom jest teraz twój – nie tymczasowo, ale na zawsze.”

Kiedy zapytał, dlaczego, odpowiedź była jasna: „Bo nas uratowałeś. Teraz chcę, żebyś nie tylko przeżył, ale naprawdę żył.” Człowiek od lat odrzucony przez społeczeństwo, który stracił wszystko, dzięki jednej bezinteresownej dobroci odzyskał nie tylko dach nad głową, ale także swoją godność i wiarę w zawód lekarza. Od tamtej pory dom stał się symbolem nie tylko schronienia, lecz prawdziwego odrodzenia.