Gdy starsza kobieta z wioski, Elara, zaczęła codziennie, od środka lata aż po koniec jesieni, wspinać się na swój dach i wbijać dziwne, spiczaste drewniane kołki, sąsiedzi zaczęli wątpić w jej zdrowie psychiczne. Po śmierci męża kobieta zamknęła się w sobie, a jej nietypowe zachowanie stało się tematem szeptanych rozmów w wioskowej karczmie. Niektórzy twierdzili, że boi się złych duchów, inni sądzili, że próbuje przemienić swój dach w średniowieczny zamek, a wszyscy potajemnie drwili z niej.

Elara jednak nie zważała na opinie innych. Każdy kołek wybierała starannie, suszyła i nadawała mu idealny kąt, aby był ostry i pewny. Kiedy ktoś pytał: „Dlaczego to robisz?”, odpowiadała tylko: „To moja ochrona, przygotowuję się na to, co ma nadejść.” Nikt nie rozumiał tych słów — aż do zimy, gdy nadeszła najgorsza burza, jaką widziała okolica.

W grudniu spadł śnieg, a wiatr wiał z taką siłą, że drzewa były wyrwane z korzeniami, a dachówki domów latały jak papierki. Mieszkańcy całej nocy słuchali skrzypienia swoich dachów w strachu; wiele domów nie wytrzymało uderzenia wiatru, dachy zawaliły się lub zostały poważnie uszkodzone. Jednak gdy wiatr ustał, ukazał się widok, który wprawił wszystkich w zdumienie.
Podczas gdy niemal wszystkie domy w wiosce ucierpiały, dach Elary — ten „dziwaczny” dach — pozostał nienaruszony. Okazało się, że ostre kołki były starożytną metodą rozpraszania siły wiatru i kierowania jej ku górze, działając niczym tarcza chroniąca dom. Kołki skutecznie ochroniły konstrukcję przed zniszczeniem.

Po burzy mieszkańcy w końcu zrozumieli, jak mądra była Elara. Technika ta była starą, zapomnianą metodą obrony, którą opowiedział jej nieżyjący już mąż, przekazując wiedzę dawnych pokoleń. Kiedy wioska uważała ją za szaloną, Elara w rzeczywistości ratowała swój dom, strzegąc dziedzictwa męża. Od tego dnia nikt już nie kwestionował jej działań — prawdziwa mądrość często bywa bowiem postrzegana przez innych jako szaleństwo.