Sześćdziesięcioletnie małżeństwo Rosemary i Henry’ego opierało się na niezachwianym oddaniu, lecz cień padł na ich życie, gdy Henry ustanowił surową zasadę: Rosemary nigdy nie mogła wchodzić do jego garażu. Przez lata szanowała tę granicę, zakładając, że jest to po prostu jego prywatna oaza dla jazzu i sztuki. Jednak ciekawość Rosemary osiągnęła szczyt, gdy zauważyła, że zachowanie Henry’ego zmieniło się z romantycznej troski w dziwną, lękliwą czujność.
Pewnego popołudnia, gdy znalazła lekko uchylone drzwi garażu, weszła do środka i odkryła ściany pokryte setkami portretów siebie samej w każdej fazie życia – w tym niepokojące „przyszłe wersje” samej siebie, opatrzone datami jak 2027 i 2032.
Tajemnica portretów pogłębiła się w serce łamiące odkrycie, gdy Rosemary podążyła za Henrym do prywatnej kliniki neurologicznej. Podsłuchała konsultację lekarską, która wstrząsnęła jej światem: Henry od pięciu lat potajemnie zarządzał jej diagnozą wczesnoobjawowej choroby Alzheimera. Prognozy lekarza – przewidywania, kiedy utraci zdolność rozpoznawania twarzy i kiedy nastąpi poważny spadek funkcji poznawczych – zgadzały się z datami na „przyszłych portretach” Henry’ego. Jego sztuka była desperacką próbą „zatrzymania czasu”, by zachować istotę kobiety, którą kochał, zanim choroba wykasuje jej tożsamość.

Gdy Rosemary skonfrontowała Henry’ego, początkowy ból spowodowany jego tajemniczością ustąpił miejsca przytłaczającej sile jego oddania. Przyznał, że odłożył wszystkie ich oszczędności i był gotów sprzedać dom, aby sfinansować eksperymentalne leczenie za 80 000 dolarów, które mogłoby dać im tylko kilka kolejnych lat jasności umysłu. Jego obrazy nie były znakiem romansu ani obsesji na punkcie innej kobiety, lecz przewodnikiem po przyszłości; malował ją taką, jaka mogłaby się stać, by mógł ją rozpoznać, nawet jeśli ona sama by siebie nie rozpoznała. Obiecał, że jeśli ona go zapomni, „będzie pamiętał wystarczająco za oboje”.
Pobudzona prawdą, Rosemary postanowiła walczyć u boku Henry’ego, zamiast biernie poddać się chorobie. Rozpoczęła rygorystyczne studia medyczne i prowadziła dziennik pamięci, skrupulatnie zapisując imiona i cechy swoich dzieci i wnuków, by przeciwstawić się nadchodzącej mgle zapomnienia. Spędzała czas z Henrym w garażu, podziwiając siedemnastolatkę z farbą na nosie i wyczerpaną, lecz promienną młodą matkę. Na najciemniejszym obrazie – tym z datą 2032 – dodała własną, uporczywą wiadomość: „Jeśli zapomnę wszystko inne, mam nadzieję, że pamiętam, jak trzymał moją dłoń.”

Podróż Rosemary stała się teraz wyścigiem z czasem, definiowanym przez miłość, która przekracza tradycyjne granice pamięci. Rozumie, że jej umysł może kiedyś zawieść, ale „pamięć duszy” o sześćdziesięcioletnim związku pozostaje niezłomnym kotwicą. Nadal pisze w swoim dzienniku i zostawia instrukcje dla przyszłego siebie, by ufać mężczyźnie, który od liceum jest właścicielem jej serca, nawet jeśli jego imię stanie się dla niej zagadką. Dla Rosemary i Henry’ego wieczór ich życia nie oznacza ciemności zapomnienia, lecz nieustające światło miłości, która odmawia puszczenia ręki.