Młody żołnierz, kopiąc okop na skraju obozu, zauważył dwa małe węże przesuwające się spośród nagrzanych słońcem kamieni. Rozkazy wojskowe nakazywały natychmiastowe eliminowanie takich stworzeń w trosce o bezpieczeństwo personelu. Jednak młody mężczyzna nie miał serca wobec tych malutkich istot, które patrzyły na niego z ciekawością. Zamienił to niebezpieczne sąsiedztwo w sekretne zajęcie, codziennie dokarmiając je kawałkami chleba i mięsa. To ryzykowne hobby stało się jego małą tajemnicą i niewinną zabawą podczas nudnych dni w terenie.

Z upływem dni węże rosły szybko i ich liczba zaczęła się zwiększać. Z początkowych dwóch osobników w krótkim czasie zrobiło się ich kilkadziesiąt, zbierających się wokół jego namiotu w porze karmienia. Żołnierz zdał sobie sprawę, że sytuacja wymknęła się spod kontroli i jeśli jego „zwierzątka domowe” zostaną zauważone przez przełożonych, czekałaby go surowa kara. Ogarnęła go przerażająca myśl, więc tamtej nocy postanowił na zawsze pozbyć się węży. Przygotował się i, nie dając się nikomu zauważyć, udał się w odludne miejsce, gdzie mógł je bezpiecznie uwolnić.
O świcie, wracając do obozu, nie zastał zwykłego hałasu kuchni ani strażników, lecz ciężką, złowieszczą ciszę. Wybiegając z okopu w stronę namiotów, ujrzał przerażający widok. Wnętrza namiotów były zniszczone, a wszyscy towarzysze leżeli nieruchomo w kałużach krwi. Wrogie oddziały wdarły się do obozu w nocy tak cicho i nagle, że nikt nie miał szans się obronić.

Żołnierz tej nocy powinien spać w swoim namiocie i podzielić los swoich przyjaciół. Tylko dlatego, że postanowił opuścić obóz, by uwolnić węże, nieświadomie uratował własne życie. Te niewinne stworzenia nieumyślnie zapewniły mu drogę ucieczki od śmierci. Jednak jego ocalenie przyniosło ze sobą ogromne poczucie winy i nieustanne wątpliwości.

Po zdarzeniu, przesłuchiwany przez sąd wojskowy, żołnierz został oskarżony o zdradę, ponieważ w chwili ataku nie było go w obozie. Choć nie znaleziono żadnych dowodów na współpracę z wrogiem, cień podejrzeń nigdy nie zniknął. Wykluczony z armii były żołnierz musiał zmierzyć się z pamięcią o wężach, które uratowały mu życie, i o towarzyszach, których stracił, opuszczając wojskową służbę na zawsze.