Wyjaśnijmy raz na zawsze sprawę „Speedo-gate”. Christopher Atkins, człowiek, który praktycznie wynalazł estetykę letnich lat 80., ma teraz 64 lata i nie ma czasu na pogłoski sprzed dekad o sztucznym wypełnieniu. Zapytany o pamiętny memo z czasów pracy w Dallas — w którym proszono go, aby „przestał wypychać” strój kąpielowy — Atkins odpowiedział z buntowniczym, zabawnym „Nie ma mowy”. Całą sytuację traktuje jako najwyższy komplement z rodzaju tych niezamierzonych. Jeśli dyrektorzy uznali, że jego naturalna sylwetka „trochę za bardzo” robi wrażenie, kto by się tam skarżył? To legenda Hollywood, która powstaje tylko wtedy, gdy ktoś jest wystarczająco pewny siebie, by pozwolić prawdzie mówić sama za siebie.

Jego droga do statusu rozpoznawalnej gwiazdy była niczym tsunami. Po eksplodującym debiucie filmowym w „Blue Lagoon” w 1980 roku, nowojorczyk został wyrzucony z roli shipwrecked nastolatka w globalną sensację. Przechodząc do roli przystojnego trenera pływania Petera Richardsa w „Dallas”, wniósł na mały ekran teatralną klasę, która zapierała dech w piersiach zarówno fanom, jak i Sue Ellen Ewing. Natychmiastowa sława i nominacja do Złotego Globu nie wynikały tylko z ładnej twarzy; były iskrą dla kariery, której nie dało się zamknąć w żadną szufladkę, nawet w tej zrobionej z kawałka elastycznego materiału.

Atkins zawsze był odważnie szczery, mówiąc o swoim statusie symbolu seksu. Niezależnie czy chodziło o sceny nagości, czy sesję dla „Playgirl” w 1983 roku, jego filozofia była prosta: „Żyje się tylko raz.” Stawiał czoła spojrzeniom świata z ogromnym sercem i figlarnym uśmiechem, słynnie zauważając, że nadejdzie dzień, gdy „będą mu płacić, żeby nosił ubrania.” To odważne podejście nigdy nie wynikało z próżności; było po prostu oddaniem wizji reżysera i twardym zrozumieniem, że najlepiej jest cieszyć się podróżą, dopóki świeci słońce.

Ale jest w nim o wiele więcej niż tylko montaż scen. Zanim kamery go odkryły, był walecznym baseballistą z Rye w stanie Nowy Jork, którego marzenia o wielkiej lidze zostały storpedowane kontuzją kolana. Ta wytrwałość utorowała drogę do fascynującego życia poza kamerą. Nie zatrzymał się w Hollywood; skierował swoje talenty ku realnemu światu, odnosząc sukces jako twórca luksusowych basenów, a nawet współtworząc specjalistyczne przynęty wędkarskie. Ta trwałość talentu dowodzi, że radzi sobie równie dobrze z paskiem narzędziowym czy pudełkiem z przynętami, jak ze scenariuszem, budując życiowe dziedzictwo oparte na ciężkiej pracy i wiórach drewna.

Ostatnio, widząc jego ponowne spotkanie z Lindą Gray, przypomniało nam, dlaczego wciąż go kochamy. Jest doświadczonym weteranem, który poruszał się po wysokooktanowych wzlotach i cichych upadkach światła reflektorów z rzadko spotykaną gracją. Christopher Atkins pozostaje ukochaną postacią, bo udało mu się przetrwać lata 80. bez utraty duszy — ani poczucia humoru. To niefilterowany ikon, który potrafi spojrzeć na młodszego siebie, śmiać się z absurdów sławy i wejść w teraźniejszość wiedząc, że nigdy nie musiał „wypychać” niczego, by być dokładnie tym, kim miał być.