Sterylne, białe ściany oddziału dziecięcego szpitala św. Judy nie dawały żadnego ukojenia dziesięcioletniemu Toby’emu, który od trzech tygodni był przykuty do łóżka z powodu poważnie złamanej kości udowej. To, co miało być zwykłą rekonwalescencją po niefortunnym upadku na placu zabaw, w ciągu ostatnich czterdziestu ośmiu godzin zamieniło się w prawdziwy koszmar. Chłopiec wił się z bólu, kurczowo ściskając ciężki gips z włókna szklanego. Nieznośne pieczenie i swędzenie przerodziły się w uczucie tysięcy ostrych igieł wbijających się w jego skórę. Doktor Evans i pielęgniarka Martha wbiegli do sali, zaniepokojeni narastającą paniką dziecka. Martha natychmiast sięgnęła po elektryczną piłę do cięcia gipsu, chcąc jak najszybciej ulżyć chłopcu, lecz nagle drogę zastąpił jej ojczym Toby’ego, Arthur. Jego twarz była śmiertelnie blada, a czoło pokrywały krople potu.
Dłonie Arthura drżały tak mocno, że ledwo potrafił nimi poruszać. Błagał personel medyczny, aby nie ruszali gipsu, tłumacząc, że jego usunięcie może przesunąć zrastającą się kość i zniweczyć pracę chirurga. W jego głosie pobrzmiewała desperacja, ale było w niej coś nienaturalnego, coś, czego nie oczekiwano od zatroskanego opiekuna. Nie zwracając uwagi na jego dziwne protesty, pielęgniarka Martha delikatnie, lecz stanowczo odsunęła go na bok i uruchomiła piłę. Gdy ostrze zaczęło przecinać stwardniałą powierzchnię gipsu, z jego wnętrza dobiegł niepokojący, zbiorowy szelest, który zmroził wszystkich obecnych.

W chwili, gdy gips rozchylił się na pół, w sali zapanował paraliżujący szok. Z wnętrza szczeliny zaczęły wypełzać dziesiątki ciemnych, jadowitych pająków, które rozbiegły się po śnieżnobiałej pościeli i po opuchniętej, podrażnionej skórze Toby’ego, gdzie tkwiły uwięzione przez wiele tygodni. Pielęgniarki krzyczały, gorączkowo próbując zgarniać pajęczaki ręcznikami, podczas gdy doktor Evans natychmiast zajął się licznymi ropiejącymi śladami ukąszeń pokrywającymi nogę chłopca. Przez łzy i urywany oddech Toby uniósł drżący palec i wskazał prosto na Arthura, który powoli cofał się w stronę drzwi. „To on mi to zrobił” — wyszeptał, a jego słowa przebiły się przez panujący chaos. „Wsadził je pod wyściółkę, zanim gips stwardniał.”
Twarz Arthura pobladła jeszcze bardziej, gdy dotarło do niego, że jego starannie ukrywane okrucieństwo właśnie wyszło na jaw. Ogarnęła go panika. Odwrócił się i rzucił do ucieczki szpitalnym korytarzem, jednak ochrona, zaalarmowana zamieszaniem, dopadła go jeszcze przed wyjściem i powaliła na podłogę.

Zaledwie kilka godzin później na miejsce przybyła policja, aby zabrać Arthura do aresztu. Przeszukanie jego telefonu ujawniło historię wyszukiwań dotyczących sposobów ukrywania szkodników w opatrunkach medycznych. Biologiczna matka Toby’ego, która w pośpiechu wracała z podróży służbowej, dotarła do szpitala i mocno przytuliła syna, obiecując, że ten potworny człowiek nigdy więcej nie zbliży się do ich rodziny. Po usunięciu pająków i podaniu odpowiedniego leczenia ból chłopca zaczął stopniowo słabnąć. Bezpieczny w ramionach matki i otoczony troskliwą opieką czujnego personelu medycznego, Toby w końcu zamknął oczy, wiedząc, że najgorsze już minęło, a sprawiedliwość wreszcie zwycięży.