Jest coś cicho fascynującego w tym, jak ludzie wkraczają w nowe etapy swojego życia wtedy, gdy nikt tak naprawdę ich nie obserwuje. W przypadku Jamesa Middletona ta zmiana wydawała się następować niemal niezauważalnie, jakby życie samo delikatnie popchnęło go naprzód po dłuższej przerwie. Po rozstaniu z Donną Air w 2017 roku nadszedł okres, który upłynął z dala od rozgłosu i na pierwszy rzut oka nie wyróżniał się niczym szczególnym. To jednak właśnie w takich spokojnych momentach często rodzą się największe życiowe zmiany.

Szersza publiczność mogła dostrzec tę przemianę podczas rodzinnego wyjazdu na Saint-Barthélemy – miejsce, do którego rodzina Middletonów zdaje się wracać z przyjemną regularnością. W otoczeniu rodziców, Carole i Michaela Middletonów, siostry Pippy Middleton oraz jej męża Jamesa Matthewsa, James sprawiał wrażenie człowieka, który odzyskuje spokój i wewnętrzną równowagę. Właśnie wtedy pojawiły się też subtelne chwile spędzane z nową partnerką, które zaczęły przyciągać uwagę obserwatorów.

Tą partnerką była Alizée Thevenet. Choć jej życiorys różni się od historii Jamesa, wydaje się z nim zaskakująco dobrze współgrać. Urodziła się we Francji, pracuje w sektorze finansowym i zdobywała wykształcenie w różnych krajach, dzięki czemu zyskała otwartość i elastyczność charakterystyczne dla osób wychowanych w międzynarodowym środowisku. Jednak to nie tylko jej doświadczenie zawodowe zwraca uwagę, lecz także wrażenie osoby opanowanej, rozsądnej i odpornej na medialny szum.

To, co czyni ich historię bardziej ludzką niż sensacyjną, to jej naturalny przebieg. Podobno poznali się przypadkiem w barze, gdzie James zaproponował jej drinka, nie oczekując, że to spotkanie przerodzi się w coś więcej. Co ciekawe, Alizée początkowo nie wiedziała, kim jest James, co sprawiło, że ich znajomość od początku była pozbawiona ciężaru związanego z jego nazwiskiem. Z czasem ich relacja rozwijała się spokojnie, z dala od nieustannego zainteresowania mediów, a kiedy zaczęli częściej pojawiać się razem publicznie, sprawiali wrażenie pary o ugruntowanej relacji, a nie dopiero rozpoczynającego się romansu.

Patrząc na tę historię z perspektywy czasu, łatwo zauważyć, że nie jest to przede wszystkim opowieść o powiązaniach z rodziną królewską, lecz o dwojgu ludziach, którzy odnaleźli wzajemne oparcie po zakończeniu wcześniejszych etapów swojego życia. Jest w tym wszystkim pewna subtelność – rodzinne wyjazdy, stopniowe przedstawianie partnerki bliskim i cicha akceptacja zamiast medialnego rozgłosu. Być może właśnie to pozostaje w pamięci najbardziej: nie sam fakt, że rozpoczął się nowy rozdział, lecz sposób, w jaki się zaczął – spokojnie, naturalnie i bez potrzeby robienia z tego spektaklu.