Jest coś dziwnie dezorientującego w oglądaniu filmu, który w internecie jest bezlitośnie krytykowany, podczas gdy osoba znajdująca się w samym centrum całego zamieszania przebywa gdzieś w ciepłym miejscu, boso na piasku i całkowicie poza zasięgiem tego hałasu. Ten kontrast często pozostaje w pamięci dłużej niż same nagłówki.

Dakota Johnson wybrała się niedawno do Puerto Vallarta w Meksyku ze swoim partnerem Chrisem Martinem, właśnie w czasie, gdy jej najnowszy film Madame Web spotykał się z falą krytyki. Produkcja, przedstawiana jako kolejna część superbohaterskiego uniwersum Sony, niemal natychmiast po premierze zaczęła mieć problemy. Krytycy uznali ją za rozczarowującą, a widzowie reagowali równie ostro. Nie minęło wiele czasu, zanim rozmowy o filmie przeszły od oczekiwania do rozczarowania.

Tymczasem z dala od całego zamieszania ich wakacje wyglądały niemal celowo spokojnie. Oboje byli widziani podczas prostych chwil nad morzem — razem wchodzili do oceanu, pozwalając wodzie obmywać ich nogi, a następnie odpoczywali pod plażowym pawilonem, jakby czas zwolnił o kilka taktów. W pewnym momencie Martin uklęknął na piasku — był to spokojny, niemal prywatny gest, który nie wyglądał na przeznaczony dla cudzych oczu. Johnson, ubrana w biały kostium kąpielowy, pozostała blisko niego. Oboje wydawali się zupełnie nieporuszeni tym, co działo się poza linią brzegową.


Wyniki filmu opowiadały jednak znacznie bardziej ponurą historię. Przy deklarowanym budżecie przekraczającym 80 milionów dolarów Madame Web odnotowała po premierze skromne wpływy z kin i szybko stała się jednym z najsłabiej radzących sobie projektów Sony powiązanych ze Spider-Manem. Recenzje były jeszcze bardziej bezlitosne, a zainteresowanie planowanymi sequelami czy spin-offami zdawało się niemal z dnia na dzień całkowicie wygasać. W branży, która zwykle bardzo szybko reaguje na rozczarowania, reakcja była zdecydowana i natychmiastowa.