Jessie zgodziła się pójść na kolację z mężczyzną o imieniu Bryce, choć początkowo wolała zwykłe, niezobowiązujące spotkanie przy kawie. Przez cały wieczór Bryce praktycznie nie dopuszczał jej do głosu, nieustannie przechwalając się swoim portfelem kryptowalut, „mentalnością człowieka sukcesu” oraz tym, że w wieku dwudziestu dziewięciu lat jest już niemal na emeryturze. Jednocześnie co chwilę zadawał Jessie podchwytliwe pytania, przez które randka zaczynała bardziej przypominać rozmowę kwalifikacyjną.
Kiedy kelner przyniósł rachunek, Bryce demonstracyjnie przesunął go w stronę Jessie i z pełnym samozadowolenia uśmiechem oskarżył ją o bycie „łowczynią darmowych kolacji”, która umówiła się z nim wyłącznie po to, żeby zjeść na jego koszt. Zszokowana jego bezczelnym brakiem szacunku i publicznym upokorzeniem Jessie spokojnie zapłaciła swoją część rachunku. Nie zamierzała tolerować tak toksycznego zachowania, więc wstała i opuściła restaurację.

Przed restauracją Bryce dogonił Jessie i jak gdyby nigdy nic wyjaśnił, że całe to nieprzyjemne przedstawienie — od zamówienia drogich owoców morza po szokujące oskarżenie — było starannie zaplanowanym „testem”, który miał sprawdzić, jak radzi sobie pod presją. Zamiast przeprosić, poklepał ją po ramieniu i oznajmił, że „zdała” jego absurdalny sprawdzian.
Całkowicie zniesmaczona jego arogancją i manipulacyjnymi gierkami Jessie zdecydowanie odrzuciła pomysł kolejnej szansy i natychmiast go zablokowała. Analizując później tę toksyczną sytuację, zrozumiała, że przez lata przyzwyczaiła się do ciągłego tłumaczenia i usprawiedliwiania własnych decyzji. To doświadczenie skłoniło ją do wyznaczenia zdrowszych granic — nie tylko wobec Bryce’a, ale również wobec swojego przesadnie krytycznego ojca.

Jessie wyciągnęła z tego doświadczenia ważną lekcję i zaczęła stosować ją zarówno w codziennym życiu, jak i podczas kolejnych randek. Kiedy niedługo później spotkała się z kimś nowym, zamiast ukrytych intencji, gierek i dziwnych testów czekała ją swobodna, szczera rozmowa. Po raz pierwszy od dawna mogła po prostu cieszyć się wzajemnym szacunkiem i autentyczną więzią, nie rezygnując przy tym z własnych zasad.