W twarzach szklanego ekranu, które kształtowały popkulturę lat 70., kryje się wyjątkowe, niezwykle bliskie sercu ciepło – to w końcu gwiazdy, które zaglądały do naszych salonów i z miejsca stawały się kimś w rodzaju dobrych znajomych. Mason Reese bez cienia wątpliwości należał do grona tych niezapomnianych dziecięcych ikon. Z płomiennie rudą czupryną, wyrazistym spojrzeniem i niezwykle dojrzałym jak na swój wiek urokiem, ten młody aktor skradł serca widzów w całej Ameryce, wnosząc naturalną, pozbawioną sztuczności charyzmę do złotej ery telewizyjnych reklam.

Niezwykłe tempo jego kariery napędzała seria legendarnych występów w spotach reklamowych takich gigantów jak Dunkin’ Donuts czy Underwood Deviled Ham. Kto mógłby zapomnieć jego urocze przejęzyczenie, gdy zamiast „smorgasbord” wypowiedział „borgasmord” w słynnej reklamie szynki Underwood? Ta jedna, rozbrajająca kwestia przyniosła mu prestiżową nagrodę Clio, otworzyła drzwi do wieczornych talk-show i na zawsze zapisała go w nostalgicznej pamięci całego pokolenia, które dorastało razem z nim.

Wyczyszczenie obiektywu i zejście z mocno oświetlonej sceny dziecięcego sukcesu bywa jednak wyjątkowo krętą ścieżką. Zamiast utknąć wyłącznie w pozie retro-ikonki, Reese wykorzystał swoje wczesne doświadczenia ze świata show-biznesu do zbudowania solidnego fundamentu elastyczności i cichej determinacji. Związany z artystycznym tętnem Nowego Jorku, płynnie wycofał się z profesjonalnego aktorstwa, przekierowując swoją niewyczerpaną energię na nową pasję, opartą na budowaniu relacji i lokalnej społeczności.

Przekuwając wrodzony talent do zjednywania sobie ludzi w sztukę gościnności, Reese narodził się na nowo jako odnoszący sukcesy nowojorski restaurator i przedsiębiorca branży rozrywkowej. Stał się filarem tętniącej życiem sceny kulinarnej Manhattanu, zarządzając i inwestując w uwielbiane miejsca spotkań na East Village i Lower East Side, takie jak Paladar, Destination Bar and Grille czy The Luxury Box. Jego lokale odzwierciedlały surowy, a zarazem gościnny klimat ukochanego miasta, czyniąc z niego szanowanego gospodarza lokalnej kultury sąsiedzkiej.

Spojrzenie na niezwykłą historię Masona Reese’a przypomina, że prawdziwe zdefiniowanie siebie na nowo polega na przeniesieniu swojej wyjątkowej iskry do kolejnych rozdziałów życia. A jaka jest Wasza ulubiona reklama z lat 70., albo jakie jest Wasze sprawdzone miejsce na mapie Nowego Jorku, gdy macie ochotę na udany wieczór? Podzielcie się swoimi wspomnieniami i ulubionymi miejscami w komentarzach poniżej przy popołudniowej kawie!