Po długim okresie leczenia niepłodności małżeństwo wreszcie przywiozło ze szpitala do domu swoje nowo narodzone trojaczki — Avę, Mię i Sophie. Z tej okazji rodzina przygotowała wyjątkowe powitanie utrzymane w różowo-białej kolorystyce, dekorując dom balonami i banerami, które miały stworzyć idealne tło do wspólnego zdjęcia. Matka męża, która wcześniej otwarcie mówiła, że marzy o wnuku i nie pojawiła się nawet w szpitalu, przybyła na październikowe spotkanie ubrana w gruby, zapięty pod szyję czarny płaszcz skrywający jej strój.
W trakcie uroczystości teściowa rozpięła ciemne okrycie, odsłaniając stylizację w całości utrzymaną w niebieskim kolorze — niebieską sukienkę, buty oraz dopasowaną kokardę. Na nadgarstku miała zawieszoną małą niebieską papierową torbę, w której znajdował się chłopięcy komplet niemowlęcy z białymi guzikami. Wręczyła go rodzinie, prosząc, aby zachowali ubranko dla ewentualnego przyszłego wnuka. Kiedy jej syn poprosił ją, by wskazała każdą z trzech dziewczynek i podała jej imię, kobieta nie potrafiła ich rozróżnić. Wskazała Sophie, nazywając ją Avą.

Widząc zachowanie matki, mąż ponownie zsunął brzegi czarnego płaszcza tak, aby zakryć jej niebieską sukienkę, po czym postawił sprawę jasno: albo się przebierze, albo opuści ich dom. Teściowa wybrała drugą możliwość i wyszła, całkowicie omijając zaplanowaną sesję zdjęciową. Pozostali goście, którzy zgodnie z prośbą gospodarzy przyszli ubrani na różowo i biało, zebrali się na werandzie razem z trzema nosidełkami i różowymi balonami, aby zrobić oficjalne rodzinne zdjęcie na powitanie trojaczków.
Dwa tygodnie później oprawiona fotografia z werandy stała już na stoliku w salonie. Teściowa próbowała kontaktować się z rodziną przez wiadomości i telefony, jednak jej syn nie pozwalał jej ponownie wejść do domu, dopóki nie zacznie naprawdę uznawać wszystkich trzech córek. Mniej więcej miesiąc po pierwszym spotkaniu kobieta ponownie pojawiła się przed drzwiami. Tym razem nie miała ani czarnego płaszcza, ani demonstracyjnie niebieskiego stroju. Zamiast tego przyniosła trzy osobne, starannie dobrane i różniące się od siebie prezenty dla dziewczynek.

Podczas tej wizyty teściowa bez chwili wahania prawidłowo rozpoznała Avę, Mię i Sophie. Z czasem zaczęła regularnie odwiedzać rodzinę, poznając charakterystyczne cechy każdej z wnuczek oraz ich codzienne zwyczaje i rytm dnia. Tymczasem oprawione zdjęcie z różowo-białego powitania pozostało na swoim stałym miejscu na stoliku w salonie, przypominając o dniu, od którego wszystko zaczęło się zmieniać.