Szczupła pasażerka przez cały lot wyśmiewała wagę kobiety siedzącej obok niej i narzekała, że zajmuje zbyt dużo miejsca. W końcu kobieta przesiadła się na inne miejsce, ale to, co po sobie zostawiła, sprawiło, że jej sąsiadka wrzasnęła tak głośno, iż usłyszał ją cały samolot

Pewna 61-letnia kobieta chorująca na cukrzycę typu 2 wsiadła na pokład nocnego samolotu, aby odwiedzić rodzinę z okazji Halloween. W bagażu podręcznym przewoziła specjalnie przygotowane kostiumy oraz zdalnie sterowaną, przerażającą lalkę, którą zamierzała podarować wnukowi. Już na początku lotu okazało się jednak, że podróż nie będzie należała do najprzyjemniejszych. Pasażerka siedząca obok niej przy oknie bez przerwy narzekała na odgłosy dobiegające z kabiny, komentowała sylwetkę starszej kobiety, jej sposób jedzenia, a nawet to, jak oddycha. W końcu niezadowolona współpasażerka wezwała stewardesę i stanowczo zażądała zmiany miejsca. Nie chcąc wdawać się w niepotrzebną kłótnię, 61-latka spokojnie zgodziła się przesiąść na wolny fotel przy przejściu, znajdujący się w dalszej części samolotu.

Zanim jednak opuściła swoje dotychczasowe miejsce, wpadła na dość nietypowy pomysł. Wyjęła z bagażu podręcznego niezwykle realistyczną porcelanową lalkę o upiornym wyglądzie, posadziła ją na zwolnionym fotelu i starannie zapięła pasem bezpieczeństwa. Następnie przykryła zabawkę podróżnym kocem, tak aby na pierwszy rzut oka nie było widać, co znajduje się pod materiałem. Kiedy siedząca przy oknie pasażerka z ciekawości odchyliła koc, jej oczom ukazała się przerażająca twarz lalki, pokryta pęknięciami i otoczona długimi czarnymi włosami. Kobieta natychmiast zaczęła protestować i ponownie wezwała personel pokładowy. Stewardesy sprawdziły jednak sytuację i potwierdziły, że odpowiednio zabezpieczona zabawka może pozostać na siedzeniu.

Tymczasem starsza pani, siedząc już wygodnie kilka rzędów dalej, sięgnęła do kieszeni swojego kardiganu i wyciągnęła niewielki elektroniczny pilot wyposażony w trzy przyciski. Najpierw nacisnęła przycisk uruchamiający dźwięk. W tej samej chwili tuż obok nieznośnej pasażerki rozległ się niepokojący odgłos ciężkiego, chrapliwego oddechu, jakby ktoś siedzący obok z trudem łapał powietrze. Następnie, gdy światła w kabinie zostały przyciemnione na czas nocnego lotu, kobieta nacisnęła kolejny przycisk. W oczach porcelanowej lalki zapaliły się intensywnie czerwone diody LED, nadając jej jeszcze bardziej złowieszczy wygląd.


Widok świecących na czerwono oczu sprawił, że pasażerka przy oknie wydała z siebie przeraźliwy krzyk. Jej wrzask natychmiast zwrócił uwagę osób siedzących w pobliżu oraz członków załogi, którzy pospieszyli sprawdzić, co się wydarzyło. Zanim jednak zdążyli dokładnie przyjrzeć się lalce, czerwone światełka zgasły, a zabawka ponownie wyglądała jak zwykła, choć nieco makabryczna halloweenowa dekoracja.

Stewardesy wyjaśniły zdenerwowanej pasażerce, że nie doszło do żadnego naruszenia zasad bezpieczeństwa obowiązujących na pokładzie. Kobieta nie potrafiła jednak się uspokoić i nadal głośno protestowała, domagając się natychmiastowego rozwiązania sytuacji. Ostatecznie personel zdecydował się przenieść ją na inne miejsce, w zupełnie innej części samolotu. Gdy niezadowolona pasażerka wreszcie opuściła swój fotel, 61-latka spokojnie wróciła na pierwotne miejsce, schowała upiorną lalkę z powrotem do bagażu podręcznego i z satysfakcją spędziła resztę podróży w upragnionej ciszy i spokoju.

Like this post? Please share to your friends: