To był jej pierwszy dzień w więzieniu o zaostrzonym rygorze. Zaledwie kilka minut po wyjściu na spacerniak 78-letnia kobieta została otoczona przez trzy najniebezpieczniejsze więźniarki w całym bloku. Zażądały, by oddała im wszystko, co posiadała. Kiedy spokojnie odmówiła, zaczęły używać przemocy. Nie miały jednak pojęcia, że całemu zajściu przygląda się ktoś, po kim nigdy by się tego nie spodziewały.
Starszą kobietę przywieziono do zakładu karnego wczesnym rankiem. Była drobna, schorowana, niedosłyszała i poruszała się powoli, stawiając niepewne kroki. Prawie się nie odzywała. Kurczowo przyciskała do piersi niewielką płócienną torbę, a w jej oczach malował się strach. Pozostałe osadzone patrzyły na nią z niedowierzaniem, gdy strażnik prowadził ją do celi. Wskazał jej pryczę i szorstkim głosem oznajmił, że za chwilę rozpocznie się spacer.
Kobieta tylko skinęła głową. Nie wiedziała jeszcze, że ktoś już upatrzył ją sobie na ofiarę.
Na spacerniaku niepodzielnie rządziła więźniarka nazywana Brzytwą. Była potężnie zbudowana, miała twarz pełną kolczyków i samą swoją postawą wzbudzała przerażenie wśród pozostałych osadzonych. Zawsze towarzyszyły jej dwie bezwzględne pomocnice, gotowe spełnić każdy jej rozkaz. Kiedy Brzytwa zauważyła nową więźniarkę, na jej twarzy pojawił się szyderczy uśmiech.
— No, popatrzcie tylko, jaki prezent podrzucili nam dzisiaj strażnicy — zakpiła, a stojące za nią kobiety wybuchnęły śmiechem.
Staruszka próbowała je ominąć, ale Brzytwa natychmiast zastąpiła jej drogę.
— A dokąd to się wybierasz, babciu?
Kobieta zatrzymała się i spuściła wzrok. — Chciałabym tylko gdzieś usiąść.
— Najpierw pokaż, co chowasz w tej torbie.
Starsza pani mocniej przycisnęła ją do siebie. — To tylko moje osobiste rzeczy.
— W takim razie nie będziesz miała nic przeciwko, jeśli je obejrzymy.

Jedna z pomocnic rzuciła się, by wyrwać jej torbę, ale ku zaskoczeniu wszystkich staruszka zacisnęła na niej obie dłonie i nie chciała puścić. — Proszę, nie zabierajcie mi jej.
Brzytwa roześmiała się na cały głos. — Słyszałyście?! Nasza nowa koleżanka próbuje nam rozkazywać!
— Przecież nic wam nie zrobiłam — wyszeptała starsza kobieta.
— A kogo to obchodzi?!
Brzytwa brutalnym szarpnięciem wyrwała torbę z jej rąk i wysypała całą zawartość na zimny beton. Na ziemię wypadły grzebień, kilka wyblakłych fotografii, stary szalik i niewielkie pudełeczko.
Więźniarki zaczęły drwić. — I to wszystko?! Tyle zamieszania o jakieś bezwartościowe śmieci?!
Kiedy starsza pani schyliła się, żeby pozbierać swoje najcenniejsze pamiątki, jedna z kobiet kopnęła fotografię tak mocno, że przeleciała przez sporą część spacerniaka. — No dalej, babciu! Pełzaj po swoje zdjęcie!
Pozostałe więźniarki obserwowały tę scenę w niezręcznej ciszy, lecz żadna nie odważyła się zareagować. Każdy, kto stanąłby w obronie staruszki, automatycznie stałby się kolejnym celem Brzytwy.
Starsza kobieta podniosła fotografię i próbowała się wyprostować, ale Brzytwa z całej siły popchnęła ją od tyłu. Staruszka upadła na kolana, a trzy prześladowczynie zaniosły się jeszcze głośniejszym śmiechem.
— Twoje miejsce jest w domu starców, a nie w więzieniu!
Kiedy kobieta ponownie usiłowała wstać, kolejne silne pchnięcie sprawiło, że runęła na twardą ziemię. — Błagam, przestańcie — jęknęła.
Brzytwa, coraz bardziej rozbawiona własnym okrucieństwem, chwyciła ją za kołnierz, szarpnięciem postawiła na nogi i z całej siły uderzyła w twarz. Staruszka rozpłakała się, zasłaniając głowę rękami, podczas gdy wszystkie trzy kobiety zaczęły ją szarpać, popychać i okładać ciosami.
Nikt nie miał odwagi się poruszyć. Nikt poza jedną osobą.
Pod odległym murem siedziała młoda więźniarka, która od chwili przybycia kilka miesięcy wcześniej pozostawała niemal niezauważalna. Nigdy nie wdawała się w rozmowy, nie uczestniczyła w konfliktach i grzecznie odchodziła, ilekroć ktoś próbował nawiązać z nią kontakt. Większość osadzonych uważała, że dziewczyna po prostu panicznie boi się więziennego życia.
Od dłuższego czasu obserwowała wszystko z oddali. Jednak gdy Brzytwa ponownie uniosła pięść, zamierzając uderzyć płaczącą staruszkę, młoda kobieta nagle wstała.
Spokojnym, zdecydowanym krokiem przeszła przez pogrążony w ciszy spacerniak i zatrzymała się tuż przed napastniczkami.
— Zostawcie ją w spokoju — powiedziała cicho.
Na całym dziedzińcu zapadła martwa cisza. Brzytwa spojrzała na nią z niedowierzaniem, a po chwili wybuchnęła szyderczym śmiechem. — Ty do mnie mówisz?!

— Właśnie do ciebie.
Pomocnice Brzytwy wymieniły zdumione spojrzenia. — A co nam zrobisz, jeśli nie posłuchamy?!
Młoda kobieta nie zamierzała wdawać się w dyskusję. Po prostu ominęła Brzytwę, schyliła się i pomogła starszej pani podnieść się z ziemi.
Rozwścieczona tym lekceważeniem Brzytwa rzuciła się na dziewczynę, chwyciła ją za ramię i gwałtownie obróciła w swoją stronę.
W ułamku sekundy sytuacja całkowicie się odwróciła. Młoda więźniarka błyskawicznym, doskonale wyćwiczonym ruchem przechwyciła nadgarstek napastniczki, uwolniła swoje ramię z jej uścisku i odepchnęła ją z taką siłą, że potężna kobieta zatoczyła się kilka kroków do tyłu.
Brzytwa ledwo utrzymała równowagę. Śmiech natychmiast ucichł.
Dziewczyna spojrzała jej prosto w oczy i spokojnym, lecz stanowczym głosem powtórzyła: — Powiedziałam, żebyś zostawiła ją w spokoju.
Po raz pierwszy, odkąd ktokolwiek pamiętał, Brzytwa ustąpiła. Przeszyła dziewczynę wściekłym spojrzeniem, skinęła na swoje towarzyszki i wycedziła przez zaciśnięte zęby: — To jeszcze nie koniec. Następnie odwróciła się i odeszła.
Młoda kobieta bez słowa pozbierała porozrzucane fotografie, szalik oraz niewielkie pudełeczko. Starannie schowała wszystko do płóciennej torby i oddała ją starszej pani.
— Dziękuję ci, kochanie — wyszeptała roztrzęsiona staruszka. — Ale teraz przeze mnie będziesz miała kłopoty.
Po raz pierwszy od wielu miesięcy na twarzy młodej więźniarki pojawił się delikatny uśmiech.
— Ja i tak mam już wystarczająco dużo kłopotów.
Od tamtego dnia najbardziej samotna więźniarka w całym zakładzie i najbardziej bezbronna starsza kobieta stały się nierozłączne. Nikt już nigdy nie widział jednej bez drugiej.