
Matka Margaret i pozostali krewni usilnie namawiali ją, aby przekazała dzieci pod opiekę odpowiednich instytucji państwowych. Uważali, że samotna kobieta nie poradzi sobie z wychowaniem tak licznej rodziny. Margaret nie zamierzała jednak porzucać dzieci, które zdążyła pokochać jak własne. Najpierw uzyskała tymczasowe prawo do sprawowania nad nimi opieki, a następnie oficjalnie adoptowała całą dziesiątkę. Aby zapewnić im dach nad głową, jedzenie, ubrania i wykształcenie, podejmowała się kilku prac jednocześnie. Pracowała między innymi w magazynie tkanin i dorabiała, szyjąc szkolne mundurki. Przez kolejne lata samodzielnie wychowywała dzieci, poświęcając im całą swoją energię i miłość. Nigdy ponownie nie wyszła za mąż ani nie zdecydowała się na kolejny związek.
Trzydzieści lat po tajemniczym zniknięciu Roberta, podczas weekendowego spotkania rodzinnego, przed domem Margaret pojawił się nieznajomy mężczyzna. Przedstawił się jako prawnik, pan Johnson, i wręczył jej zapieczętowaną papierową kopertę zaadresowaną bezpośrednio do niej. W środku znajdował się list, który ujawniał długo skrywaną prawdę. Okazało się, że tuż przed planowanym ślubem Robert usłyszał od lekarzy druzgocącą diagnozę dotyczącą śmiertelnej choroby. Przekonany, że wkrótce umrze, postanowił odejść, wierząc, że w ten sposób oszczędzi Margaret ogromnego cierpienia oraz finansowego i emocjonalnego ciężaru związanego z jego chorobą. Los potoczył się jednak inaczej, niż przewidywał. Dzięki późniejszemu leczeniu Robert przeżył znacznie dłużej, niż początkowo zakładano.
W swoim liście Robert wyznał również, że dwa lata po odejściu potajemnie wrócił w rodzinne strony. Z daleka obserwował Margaret zajmującą się dziećmi i zobaczył, że pomimo wszystkich trudności stworzyła im kochający, stabilny dom. Wtedy zdecydował, że nie będzie ponownie pojawiał się w ich życiu, obawiając się zburzenia spokoju, który z takim trudem udało jej się zbudować. Przez następne lata prowadził skromne życie, zarządzając niewielką firmą konsultingową. Zatrudnił także prywatnego detektywa, który informował go o najważniejszych wydarzeniach w życiu dzieci, dzięki czemu mógł z oddali śledzić ich dorastanie, sukcesy i rodzinne uroczystości. Jednocześnie systematycznie odkładał pieniądze, gromadząc pokaźne oszczędności na specjalnym rachunku powierniczym przeznaczonym dla Margaret i całej rodziny.

Po przeczytaniu ostatniego listu Roberta Margaret usiadła przy rodzinnym stole w otoczeniu dziesięciorga dorosłych już dzieci. Wszyscy próbowali oswoić się z prawdą, która po trzydziestu latach niespodziewanie wyszła na jaw. W końcu wspólnie unieśli kieliszki, wznosząc toast ku pamięci Roberta, człowieka, którego zniknięcie na zawsze odmieniło ich życie.